środa, 23 stycznia 2013

♥ Rozdział 3.



Zdziwiona włożyłam telefon do kieszeni i poszłam do  holu założyć buty.  Ubrana wyszłam przed dom i podeszłam do czekającego już na mnie Willa, zmieszana przywitałam się, po czym założywszy kask wsiadłam na motor.  Chłopak odpalił silnik i wyjechał z podjazdu na ulice, w pewnym momencie coś zaczęło się dziać z motorem, zatrzymaliśmy się żeby sprawdzić usterkę. Will opar maszynę na stopce i zaczął oglądać jej części, w końcu wstał i pokręcił głową z niezadowoleniem.
-  Co się stało.? – zapytałam.
-  Coś nie gra ze sprzęgłem i hamulcami.
- no to co zrobimy.? Znasz się na tym.?
- no..yy..nie. – powiedział.
- No pięknie! Jeszcze tego mi brakowało! Dzięki ci Boże ze tak mnie każesz! – wykrzyczałam te słowa w kierunku nieba, gdzie prawdopodobnie przesiaduje bóg.
- Musimy iść na pieszo, jeśli chcemy żyć. – powiedział Will.
- Super! Fajnie, to w drogę..! – powiedziałam i zaczęłam iść w kierunku przeciwnym niż parę minut temu.
Szłam tak sama myśląc o …o wszystkim, o cały moim pieprzonym życiu i o całej gównianej przyszłości , która zapewne czeka mnie na ulicy jako żul śmietnikowy.  W tej chwili dołączył do mnie Will z motorem po prawej stronie, połowę drogi przeszliśmy w krępującej ciszy, którą przerwał chłopak.
- Przepraszam.
- że za co.? – pytam.
- No za to wszystko..
- Ty nie masz za co mnie przepraszać, nie twoja wina.  To mogło się przydarzyć każdemu o każdej porze. – powiedziałam.
-  No ale akurat w trakcie naszej randki ..
- Zaraz..Jakiej znowu randki.? – przerwałam.
- No tej..na , której Teraz jesteśmy..
- To nie jest Randka. – zaprzeczyłam.
- Oczywiście że jest.
- Nie, nie jest i koniec dyskusji.  Znamy się dopiero ..hymm..z kilka godzin i ze niby randka.? Nie ma mowy. – powiedziałam i przyspieszyłam.  Za zakrętem znaleźliśmy się na ulicy przy której stał ‘ mój dom’. Zaczęłam iść jeszcze szybciej, nie oglądając się za siebie doszłam do furtki i otworzywszy ją weszłam na podwórko.
- Zaczekaj – usłyszałam krzyk Willa.
- Nie! – krzyknęłam i weszłam do domu.
Zdjęłam buty i kurtkę, po czym weszłam do salonu , w którym leżał nachlany Fabian. Podchodząc do kanapy żeby przykryć go kocem leżącym na podłodze,  zemdlałam.


Fabian.


Obudziłem się po południu na kanapie w salonie, podniosłem się do pozycji siedzącej po czym włączyłem telewizor. Oglądając mecz, kątem oka dostrzegłem dziwny kształt na podłodze nie daleko sofy, spojrzałem w tamtą stronę i ujrzałem Julie leżącą na kocu. ‘ Sierota nie umie na łóżku spać. ‘ – pomyślałem.  Ignorując dziwaka powróciłem do mojej ukochanej piłki nożnej, gdzieś po kilku programach zorientowałem się że ona wciąż śpi. Zirytowany wrzasnąłem :
- Wstawiaj ! Nie będziesz się obijać!
Zero reakcji z jej strony, podszedłem do niej i odwróciłem ją na plecy.  Z przerażeniem wpatrzyłem się na krew cieknącą z jej ust. W pośpiechu sprawdziłem dziewczynie tętno i ułożyłem ciało w bezpiecznej pozycji, wyjąłem telefon z kieszeni i zadzwoniłem na pogotowie. Nie minęło piętnaście minut a już usłyszałem syrenę i wjeżdżające auto na podjazd. Podbiegłem do drzwi i wpuściłem do domu ratowników. Oni zbadali Julię, po czym delikatnie położyli ją na noszach i wynieśli do karetki.
- Pan wzywał pogotowie.? – zapytał jeden z ratowników.
- Tak. Proszę mi powiedzieć co z nią będzie.
- A kim pan dla nie jest.?
- Ona jest moją..Siostrą. Bardzo mi zależy na jej zdrowiu. Do jakiego szpitala ją zabieracie.?
- Do świętej Elżbiety. Nie ma czasu proszę jechać z nami albo zostać w domu. – powiedział po czym wyszedł.

Wybiegając z domu złapałem kurtkę i w pośpiechu wsiadłem do karetki. Przez całą drogę nie mogłem oderwać wzroku od twarzy brunetki. Dopiero gdy dojechaliśmy na miejsce otrząsnąłem się, wyszedłem z karetki i popędziłem za lekarzami pchającymi Julię w nie znanym mi kierunku, w pewnym momencie przed jednymi drzwiami zatrzymała mnie pielęgniarka i oznajmiła mi że nie wolno mi tam wchodzić. Lekko nerwowo wyjąłem ponownie telefon z kieszeni i zadzwoniłem do rodziców.
Pierwszy sygnał…. drugi sygnał…. Trzeci..
- Hallo.? – usłyszałem ojca.
- Julia jest w szpitalu. To chyba coś poważnego. Przyjeżdżajcie  do świętej Elżbiety. – powiedziałem po czym rozłączyłem się.


Julia. 


Znalazłam się w kompletnej ciemnościach, rozglądając się próbowałam dostrzec jakieś światło, ale nic z tego kompletna otchłań czerni. Trochę przestraszona usiadłam prawdopodobnie na jakimś dywanie, przyciągnęłam nogi do siebie i czekałam co się wydarzy w najbliższym czasie. Po chwili w oddali zapaliło się małe światełko, które zaczęło po woli rosnąć, aż w pewnym momencie doszło do mnie i pochłonęło mnie w całości.

                                                            ♠

Otworzyłam oczy i nad sobą ujrzałam Willa, a obok mnie trzymającego moją rękę Fabiana. Od razu wyrwałam ją z jego uścisku i spojrzałam na niego groźnie.
- Co ja tu robię Will.? - zapytałam.
- Dokładnie nie wiem. Musisz się zapytać Fabiana. To on wezwał karetkę.
- Więc Debilu... co ja u diabła tu robię.? - zwróciłam się do ' brata'.
- Leżysz jak byś nie widziała idiotko. - powiedział.
- Nie no geniusz! Pytam się dlaczego wylądowałam w szpitalu!
- Zemdlałaś to zadzwoniłem po karetkę. ! Ale ostatni raz pomogłem komus takiemu jak ty.!
- I dobrze! Mam już dość oglądania twoje zapyziałej twarzy!
- Mogłem cie zostawić żebyś umarła! Było by Wszystkim lepiej! -  Wstał i wychodząc dodał - Dziwka.
- Co za Ciota! A niech go...
- Jula uspokój się. nie możesz się denerwować - oznajmił Will.
- No ale jak ten idiota...
-  Nie wracajmy do niego. Zapomnij o nim i się uspokój. - przerwał mi.
- No dobrze.. Więc powiedz mi gdzie są...Rodzice.?
- Nie mogli przyjechać...
- Rozumiem. Nie no nic.. mam prośbę.. możesz zostawić mnie sama.? - zapytałam.
- Jasne. Jak coś będę za drzwiami. - powiedział i wyszedł.
Usiadłam na łóżku i analizowałam wszystko co przydarzyło mi się od przeprowadzki do nowego domu. Stwierdziłam że musi być coś ze mną poważnego kiedy przyjdzie lekarz wszystkiego sie dowiem. Moje rozmyślenia przerwała pielęgniarka wprowadzająca łóżko z przytomną dziewczynom i ustawiła je niedaleko mojego.
- Poznajcie się dziewczyno, od dzisiaj będzie razem dzieliły pokój - uśmiechnęła sie do nas, po czym opuściła pomieszczenie.
- Jestem Maja. Mam nadzieje że się zaprzyjaźnimy. - usłyszałam głos dziewczyny. Odwróciwszy się w jej stronę uśmiechnęłam się i wyciągnęłam rękę do brunetki.
- Jula. Miło mi i też mam nadzieje że się dogadamy. - Maja uścisnęła moją rękę i odwajemniła uśmiech.
Już po kilku godzinach siedzenia razem w jednej sali, zachowałyśmy się jak najlepsze przyjaciółki znające się od dziecka. Widać było po nas ze zżyłyśmy się trochę, mam szczerą nadzieje ze nasza znajomość będzie trwać bardzo długo...

Mamy już 3!. Strasznie przepraszam że długo nie dodawałam ale chorowałam na brak weny! ;P
Ale pisałam...pisała i pisała i macie cały trzeci!
Mam nadzieje ze się wam spodoba!
Czytałeś - Został swoja opinie w komentarzy. ;D
Wasza M. ;*





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz